Ukraina - kryzys 2014 - Obłuda Geopolityka Grabież

14 komentarzy

Dzisiaj nie wytrzymałem widząc komentarz znajomej wyrażający obawę, że nas Rosja zaatakuje. Z drugiej strony jej rodzina nadal mieszka 50km od granicy wschodniej, trudna historia regionu gdzie zbrodnie UPA i Bandery są wciąż żywe w pamięci. Sam również się nasłuchałem od dziadka i wujka bo pochodzę z Podkarpacia. Osobiście chcę wierzyć, że czas leczy rany, kolejne pokolenia zasługują na swoje własne szanse itd... ale dzisiaj nie o tym.

Pod wpływem tego komentarza zacząłem zastanawiać się nad tym wszystkim co dzieje się na Ukrainie z tzw. poziomu "helicopter view". I... ręce mi opadły. To co napiszę nie będzie miłe dla wszystkich tych, postrzegających sprawę w kolorach czarno - białych.

OBŁUDA

Przykra prawda, to my UE, mobilizowani przez USA, znowu naruszyliśmy ustalony układ geopolityczny w regionie. Próbowaliśmy w białych rękawiczkach poszerzyć i przesunąć strefę wpływów co musiało spotkać się z reakcją Federacji Rosyjskiej. Oczywiście, że tylko na to czekali.

Kluczowy jest tutaj tryb działania - USA/UE są mocne w PR, przykład mocno abstrakcyjny: to tak jakby wbijać nóż w plecy w białych rękawiczkach, krzycząc, że to nas biją, a robimy to w samoobronie dla ratowania biednej niewidomej sierotki... Ok, trochę popłynąłem dlatego inny zmyślony przykład... wkraczamy do kraju pod pretekstem ratowania świata przed ich bronią masowego rażenia ale znajdujemy tylko ropę. Rosja z kolei jest mocna w zarządzaniu kryzysem, strachem, sianiu dezinformacji. Są to diametralnie różne metody działania ale do cholery cel i efekt ostateczny ten sam.

Jeszcze jedno twierdzenie aby dołożyć do pieca - przyczyniliśmy się do rozpętania kryzysu w cudzym kraju ale jakoś dalej tarczy rakietowej USA nie mamy. Głośny temat, a teraz cisza, ukatrupiony. Powód? Rosja MUSIAŁABY zareagować ale dotyczyłoby to bezpośrednio naszego własnego podwórka.

GEOPOLITYKA

Analizy przedwyborcze z Ukrainy z 2009r, brutalnie wskazywały, że podział tego kraju to kwestia czasu. Przypominam także, że obecna sytuacja to nie jest pierwsza rewolta w ostatnich czasach w tym kraju - kolor pomarańcz powinien odświeżyć co niektórym pamięć. Geopolitykę, geostrategię, tłumaczy kapitalnie Prof. Zbigniew Brzeziński w książce "Plan Gry" z 1986r. Swego czasu był doradcą Prezydenta Cartera, facet wiedział o czym pisze:

Książka występuje z twierdzeniem, że napięcie pomiędzy supermocarstwami nie jest tymczasową aberracją, której rozwiązanie zależy od dobrej woli amerykańskich prezydentów i sowieckich sekretarzy generalnych, ale że jest to historyczna rywalizacja, która przeżyje osobistości i układy. Twierdzi autor, że Stany Zjednoczone nie powinny ani ulegać złudzeniom, iż możliwe jest wielkie pojednanie, ani też popadać w obsesję o zagrożeniu świata wielkim wybuchem.

Popatrzmy co historycznie się wydarzyło, jedna z tez zawartych w książce w roku 1986r.:

Panowanie nad Polską jest dla Sowietów kluczem do kontrolowania Europy Wschodniej. Geostrategiczne położenie Polski wykracza poza fakt, że leży ona na drodze do Niemiec. Moskwie potrzebne jest panowanie nad Polską również dlatego, że ułatwia kontrolę nad Czechosłowacją i Węgrami oraz izoluje od zachodnich wpływów nierosyjskie narody Związku Radzieckiego. Bardziej autonomiczna Polska poderwałaby kontrolę nad Litwą i Ukrainą... (...). Ta pozycja kosztuje Moskwę dużo, ale jeszcze kosztowniejsze byłoby jej poniechanie.

Udało się nam. Pomógł kryzys Sowietów oraz nasza narodowa jedność w tamtym czasie. Wsparcie (nie bezinteresowne) zachodu itd. Nastąpiło to w formule wzajemnych uzgodnień, sejmu kontraktowego, “nasz prezydent, Wasz premier”, braku realnej dekomunizacji itp. Ocena prawdziwych wpływów Rosji w Polsce w latach 90 tych i całej ten transformacji, kulisów/Bolków to temat na gruuuubą nieprzyjemną rozkminę - zostawmy. W ramach ciekawostki i przypomnienia, drogi czytelniku pamiętasz 18 września 1993 kiedy to dopiero ostatnie wojska Radzieckie wymaszerowały z Polski? Z ciekawości rzuciłem okiem na wikipedię w ilu miejscach u nas stacjonowali i szczęka mi opadła.

Ale czy w chwili obecnej istnieją warunki aby Federacja Rosyjska zgodziła się na kolejny geopolityczny koszt, a Putin na taką klęskę? Czy kraje UE oraz USA są gotowe na realne poświęcenia ekonomiczne i zaostrzenie militarne przez Ukrainę? Mam nadzieję, że się mylę ale obawiam się, że w obydwu przypadkach odpowiedź jest jedna - NIE.

GRABIEŻ

Ładnych kilka lat temu na międzynarodowych targach w Dreźnie, przypadek sprawił, że przez cały wieczór miałem okazję gawędzić z osobami pracującymi w amerykańskich think tankach - główny obszar ich zainteresowania to algorytmy do aktywacji broni jądrowej ;), na co dzień profesorowie/ki na znanych uniwerkach. Abstrahując od ich specjalizacji, tamto doświadczenie upewnia mnie w przekonaniu, że scenariusze wszystkich możliwych wypadków na Ukrainie są rozpatrzone i przeanalizowane przez obie strony duuużo wcześniej, zanim cokolwiek się zaczęło. Ba, pewnie możliwości podziału rozpisano gmina po gminie, wieś po wsi.

Pytanie jak to się skończy? Co dalej? Współczuje Ukrainie. Obawiam się, że dojdzie do jej podziału - Federacja Rosyjska zagarnie minimum Krym, a pewnie docelowo przynajmniej jej połowę zgodnie z wewnętrznymi podziałami na Ukrainie. Pozostałość z biegiem czasu wejdzie do Unii i Nato... co paradoksalnie dla nas długofalowo może być bardzo dobre.

Ale kochani Polacy… czy na tym się zakończy?

Obawiam się, że różnica będzie cały czas taka sama - jedni będą grabić w białych rękawiczkach niosąc tzw. “wsparcie”, a drudzy zarządzając kryzysem, dezinformacją i strachem. Przy czym takie porównanie, tak naprawdę jest głupie i totalnie nielogiczne, ponieważ jedno łączy się z drugim. Dodatkowo zwróćmy uwagę na fakt, że dla ludzi żyjących po drugiej stronie barykady to Federacja Rosyjska broni biednej i uciśnionej przez bandytów Ukrainy bo przecież obalono prawowity rząd, a część ludzi z Prawego Sektora to chłopcy banderowcy, UPA, naziści... Ta sama historia, różne percepcje zdarzeń.

Życzę sobie abyśmy nie dawali wodzić się za nos pieprzonej propagandzie jednej i drugiej strony. Nie musimy się zgadzać, ciężko będzie nadążyć i zrozumieć wszystko ale przynajmniej próbujmy myśleć samodzielnie i wyciągać wnioski.



Edit/ps.: z zainteresowaniem przyglądam się kapitałowej ekspansji Chin oraz Japonii. W szczególności w Afryce... ale to już temat na inną historię.



Czas leci, niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają

2 komentarze

Steve Jobs dzielił ludzi na geniuszy i debili. Oskar Wilde na nudnych i fascynujących. Jack Welch miał zasadę 20-70-10. A Aleksander Wielki powiedział:

Nie dzielę ludzi na Greków i barbarzyńców. Nie interesuje mnie pochodzenie czy rasa mieszkańców. Ja wyróżniam ich tylko na podstawie ich zasług. Dla mnie każdy dobry obcokrajowiec jest Grekiem, a każdy zły Grek jest gorszy od barbarzyńcy.



Filmowo

5 komentarzy

Ostatnio obejrzałem kilka ciekawych filmów. Poniżej dwie rekomendacje i jedna negacja. Zacznijmy od Cafe de los maestros (2008, imdb). Film trochę z innej bajki, bardzo ograniczona fabuła sprowadzająca się do pokazywania miejsc, ludzi i bardzo dużej ilości ciepła pomiędzy nimi. W każdym elemencie jest wszechobecny jeden najważniejszy aktor: brzmienie tanga, muzyka. Boskie Buenos oczami mistrzów, a raczej ich muzyką jest wspaniałe. Film zdecydowanie nie dla każdego.

Kolejny który polecam to perełka francuskiej komedii. Gwarantowane agonalne płynące z przepony salwy śmiechu: Jeszcze dalej niż Północ (2008, imdb). Film o zderzeniu ze stereotypami i życiu, które bywa zaskakujące oraz pełne paradoksów. Bounsua bilute, hE?. Grają go w tygodniu w Kinie Mikro.

Na koniec film, który totalnie nie przypadł mi do gustu, obejrzałem go w końcu, sami wiecie, rozmowy znajomych, mega obsada gwiazdroska, super wyrywki, plakaty itdp... a tu kicha. Film zrealizowany genialnie, tylko zawartość mierna. Tak tak, Sin City (2005, imdb). Lubię czasem obejrzeć jatkę, ale ten film pomimo zwrotom akcji jest dla mnie blee.

Dopisek: polecam również film "Once" (2008, imdb). Codzienno niecodzienna opowieść o ludziach, którzy spotkali się na rozstaju swoich dróg życiowych. Piękna porywająca muzyka, która jest główną treścią filmu. Do tego zaskakujące zakończenie z którym nie do końca mogę się pogodzić...




party IT w Krakowie

Dodaj komentarz
kolaż impreza folkowa gwarek
Zdjęcia by IT w Krakowie

Tydzień temu byłem na folkowym party IT w Krakowie. Stary dobry Gwarek na miasteczku AGH, prawie setka ludzi i niezwykła kapela Janusz Prusinowski Trio.

Było bardzo fajnie, ekipa dopisała, bardzo barwny i ciekawy miks świata IT z folkowym :) Prowadzący dobrze nakręcał ludzi od oberków po różne tańce mniej lub bardziej chodzone, kończąc na podobnych zabaw do Wiwata gdzie taka zabawa skończyła mi się na minucie porządnego kaszlu bo jeszcze ciut chory poszedłem.

WIWAT – to taniec wirowy na 2/4, niezmiernie żywy, przerywany kilkakrotnie chodzeniem tanecznym.

Folk często kojarzy się z discopolo granym w remizach albo jakimiś marnymi kawałkami intonowanymi kiepskim głosem. To zupełnie co innego, ciekawe miłe dla ucha i podrywające na parkiet brzmienie i rytm. Czasem także trans. Z czystym sumieniem polecam jeśli kiedyś jeszcze będzie, nawet jeśli ktoś myśli, że to nie dla niego :) Można znaleźć różne takie imprezy na stronie Folk w Krakowie.

ps.1 ostatnio rzadko piszę, jak już to raczej na wyższych poziomach o sprawach, których nie są do wystawiania na poczet publiczny ale kto wie? Może kiedyś uzbiera się tego w jakąś książkę albo wspominki ;)

ps.2 kryzys za pasem, różne wieści przynoszą znajomi, różnie się dzieje. Optymizmu i wiary - będzie dobrze, nie dajmy się zwariować i róbmy swoje - tak, napierać ogniem!




Noworocznie

13 komentarzy

Sylwester tym razem zaczal sie i zakonczyl w pedzacym pociagu (w ktorym pisze na komorce stad wpis bez pl literek). W mocno okrojonym skladzie bo tylko z Ciejkinsami udalismy sie do Gdanska. Perspektywa dlugich godzin niewygod w pelnym przedziale nie nastrajala zbyt dobrze...

Mowi sie, ze obraz jest jak tysiac slow, tym razem zatem we wpisie filmo/zdjecia i tylko hasla wylistowane pod nagraniem... Było kapitalnie, szczegolne mocne cieplutkie podziekowania dla Dusi dzieki, ktorej tak bardzo smutno było nam wracac.

Gdansk, gruby kot, morze, spacer, usmiech, kapitanat, slawny zeglarz Adam Weiss, kominek, tance, worek nie worek, tance, biesiada, zyczenia, wystrzelone race, szanty, noc na Telpherze i zwrot, kuchnia, szanty, biba laba, noworoczny rejs!, szaampaana!, kolejka, Gdynia, zdjecia nowozencow, klify, Sopot, koliba, plaza pirata, rum niewolnikow, wirtualny Gdansk, intensywne leniuchowanie, szampana!, uczty podniebienia, kalendarz, szampanowy mms, pkp... i wiele innych...




dokręcanie śruby

4 komentarze

Ostatnio przypomniała mi się pewna znana anegdota z Henrym Kissingerem, szefem dyplomacji za prezydentury Nixona i Forda w roli głównej. Otóż kiedy poproszony o przygotowanie raportu na temat polityki zagranicznej asystent dyplomaty dostarczył mu kilkustronicowy raport, Kissinger odesłał go szybko z notatką "Czy to wszystko na co Pana stać?".

Kilka dni potem asystent na biurku szefa położył drugą, dwa razy grubszą wersję raportu. Ponownie dostał raport z powrotem z taką samą notatką. Przekonany był, że pominął coś ważnego, więc po raz kolejny zasiadł do pracy, bardzo dokładnie przewertował materiały i przygotował jeszcze grubszy materiał. Tym razem postanowił go doręczyć osobiście.

Wręczając raport, powiedział, że to wszystko, co mógł zrobić, i nic więcej nie ma do dodania. - W takim razie będę musiał w końcu przeczytać ten raport - odparł Kissinger.




juggling

5 komentarzy

Od ponad pół roku bawię się piłeczkami. Wiele razy przymierzałem się do tego aby napisać o żonglowaniu ale po drodze kilka razu ktoś mnie ubiegł. Polecam i odsyłam do innego wpisu na ten temat - feanor.jogger - żonglerka.

ps. co ciekawe żonglowanie może przydać się do różnych rzeczy, dzisiaj bardzo zaskoczyłem sam siebie dość niekonwencjonalnym wykorzystaniem... ale o tym na razie ciii bo to inna historia...




Mazury 2008

13 komentarzy

Dzień 1, Piątek, Kraków - Giżycko. Pociągowe szaleństwo ze śpiewem, wiśniówką i cichymi sztuczkami Stratega w tle - tak tak, w tym roku było ich więcej :D Jedziemy finalnie aż na cztery łajby.

podroz na mazury kolaz

Dzień 2, Sobota, Giżycko - Węgorzewo. W odróżnieniu od reszty zostajemy w Giżycku i plażujemy: pływanko opalanko, siatkówka, rybki. Wcześniej ohydne żarcie i wc u Kowala. Idziemy z Rafałem po trampki i wracamy z gitarą (kupioną po oooostrych negocjacjach) :P Senny autobus do Węgorzewa, odbiór łajby, biedronkowe zakupy i jazda koszykiem. Sprytne parkowanie koszyka :) Zabawa w Tawernie. Rafałek strasznie chrapie i dusi się we śnie.

podroz na mazury kolaz

Dzień 3, Niedziela, Węgorzewo - j. Niegocin (za Wilkasami). Wachta żywieniowa: Ciejkins, pokładowa: Strateg i Karolina. Koszmarne fa pa Stratega - do Neptuna piwem? Docieranie i edukacja Ciejkinsa. Rekord padł: dwie godziny bez palenia. Smętne ognisko wymęczonych załóg AASikorka, Kuchnia Sw. Stanisława (ahoy skipper Klima), Agis (ahoy skipper Kuba) i Double Baj (2x siostry Baj i BajBaj bo potem już nie pływali z nami). Rafałowi znowu śni sie boa dusiciel.

podroz na mazury kolaz

Dzień 4, Poniedziałek, j. Niegocin - Giżycko - j.Kotek (Zielony Gaj). Rano wracamy do Giżycka po Anie i Cerka (Grześ został zwerbowany w środę czyli dwa dni przed wyjazdem). Niespodziewanie dołącza do nas sarenka! Wachta żywieniowa: Dobrawa, Cerek, Olaf. Pierwsze przechyły w pełnym składzie. Bitwa w kanałach (bandera uratowana, strat w ludziach zero, u wroga poszkodowane udo Kuby i mokry pokład, u nas miednica za burtą). Porządna burza przed która chowamy się w Zielonym Gaju: siatkóweczka, piwka w tawernie itpd. Przeciera się i nareszcie noc pod gołym niebem :) Sarenka dojrzewa w marynacie przyprawowej. Boa dusiciel strikes back!

podroz na mazury kolaz

Dzień 5, Wtorek, Zielony Gaj - j. Bełdany. Wachta żywieniowa: Państwo Machnikowie, pokładowa: Ciejkowie. Złe warunki pogodowe, wiatr prosto w pysk, mało miejsca do halsowania, kręci. Kapitan pół miecza w piachu. Telefon do Ani - dostała pracę w Łodzi, Rafał aż puchnie z dumy że będzie się tam mógł przeprowadzić :P Krótka wizyta w Mikołajkach, aaaa gofry gofry gofry... Refujemy żagle i zatrzymujemy się na dziko bo warunki są ciężkie do pływania wiele godzin. Ognisko z rumem i drinkiem absyntowym 110% w tle. Spacerki Grzegorza i Karoliny. Pomór wśród załóg, noce pod gwiazdami, niewyspany Cerek bo to Asia da zasnąć. Sarenka zalana winkiem. Rafał nie chrapie? Nieeee po prostu spie pod gwiazdami :)

podroz na mazury kolaz

podroz na mazury kolazDzień 6, Środa, j. Bełdany - Mikołajki. Poranne grzybobranie Olafa i Stratega: Grzyb! Nieeee kupa... Odwiedziny koników - jeden ogier dobiera się zębami do piersi Asi, to obszar hodowli konika polskiego. Wachta żywieniowa: Dobrawa, Cerek, Olaf. Zła pogoda i deszcz na Śniardwach, sztormiaki włóż i mokre dupy Stratega i Olafa, zimnoooo. Problem Ciejkinsa z łokciami. Wreszcie pałaszujemy Sarenkę, była MEGA! Tajemnicze porwanie krupniku i mleka... Mikołajki i porwanie Dobrawy. Rewanżowe porwanie Asi ;) Jemy węgorza. Piwka i szanty, tańce przytulańce nowej parki :P Olaf śpi pierwszy raz na dziobie. Rafał chrapie ciszej!

podroz na mazury kolaz

Dzień 7, Czwartek (tradycyjnie dzień kryzysowy), Mikołajki - j. Kisajno (na poligonie wojskowym po drugiej stronie od rezerwatu). Wachta żywieniowa: Ciejkowie, pokładowa: Cerek i Olaf. Piękny poranek, wypłyniecie po czym okazało się, że Zając ma problemy z noga i Agis (z porwana Kasią) musi stać w Mikołajkach szukając lekarza. Krótkie spięcie, w te i we wte, zamot Stratega, atak os i rozwiązanie bojem wodnym :P Osa dziabnęła Anie. Pływanie z dwoma małżeństwami jest menconce dzisiaj ;) Postój z Agis i Kuchnią Św. Stanisława na j. Szymoneckim (Jędzel): skakanie do wody na główkę, pływanko itpd. Wymiana zwrotna Asi na Dobrawę. Przeprawa rzutem na taśmę przez most obrotowy w Giżycku. Overholung w kanałach i znowu rybki. Żółwikiem po nocy czyli przepiękny zachód słońca. Cumowanie na poligonie wojskowym za Giżyckiem i śpiewy na łajbie AASikorka.

podroz na mazury kolaz

Dzień 8, Piątek, j. Kisajno - j. Mamry (miejscowość Mamerki). Planowe bardzo późne wstawanie. Moja pobudka krupnikiem z Kubą. Na luzaczka do południa. Rafała dziabnęła osa, na pewno wieeeeeeksza osa niż Anie... :) Przypadkiem okazuje się, że Zając też robi w gridach (w cyfronecie) i ze jego dziewczyną jest znajoma z ITwK. Wachta żywieniowa: Machnikowie, pokładowa: Cerek i Olaf. Kasia pływa dzisiaj z ekipą Klimy - ciekawe czy spelni się proroctwo Stratega. Zachmurzenie bardzo duże, zero słoneczka, wiatr bardzo słaby. Pada, kapitańska dupa znowu zmokła. Cumujemy w Mamerkach przy wejściu do Kanału Mazurskiego. W przerwie między deszczem zwiedzamy bunkry poniemieckie, cały ogrom ponad 30 instalacji. Potem alkoholizacja, pogaduchy na rożnych łajbach i piękna burza z piorunami. Strateg rzucił sie do wody na pomoc z przycumowaniem czyjejś łódki, pech że z telefonem komórkowym w kieszeni... Trójkącik na rufie... Wschód słońca i zagadkowy ruch naszej łajby.. :P

podroz na mazury kolaz

Dzień 9, Sobota, j. Mamry - Węgorzewo - Giżycko. Piękny cichy poranek i nagła zmiana na zimny porywisty wiatr. Wachta żywieniowa: Cerek, Dobrawa, Olaf. Atak os i dzielna walka Rafała. Węgorzewo, klar, prysznicki, jedzenie Krata Pirata, meczyk Pol-Bra, Giżycko, pkp, żurawinowa, Krakow.

podroz na mazury kolaz


Weekend w Kopenhadze

2 komentarze

Ostatnimi czasy udało mi się weekendowo pozwiedzać Kopenhagę i sama Danie włącznie z pięknymi klifami wyspy Mon. Podróż na lotnisko Okęcie, lot, dojazdy metrem i kolejka miałem z pewnymi przygodami ale w miarę sprawnie udało się dotrzeć do celu i w końcu odnaleźć Paulinke u której się zatrzymałem (Ręce Wiwat!, menge tak).

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to permanentny zakaz palenia w miejscach publicznych i wydzielone kabiny dla palaczy. Drugie to spożywanie alkoholu gdzie popadnie i jak popadnie co jest totalnie dozwolone nawet w komunikacji miejskiej :P Dalej oczywiście rowery, wszędobylskie nie tylko w centrum Kopenhagi ale także w dzielnicach mieszkalnych. Bardzo pozytywne wrażenie z ogromu ścieżek rowerowych jakie tam maja, no i co tu ukrywać urody duńskich dziewcząt :)

Wyspa Mon zachwyca przepięknymi klifami z ciepłą akurat wtedy czysta woda. Niestety nie udało nam się znaleźć kurhanów ale pozwiedzaliśmy troszkę posiadłości zabytkowych. Nie udało sie obejrzeć żadnego z kościółków po drodze, wszystkie pozamykane na cztery spusty.

Gwar popularnej 'kreski' przypomina ten z rynku w Krakowie pomijając fakt, że kreska jest naprawdę dłuuugim deptaczkiem. Styl imprezowania 'dunoli' to głownie wygłupy pod wpływem alkoholu i spędzanie czasu przybarowo, widać to bardzo zaglądając dla porównania na imprezy innych nacji i ich mieszanek.

Poza bardziej historycznymi miejscami polecam do zwiedzenia browar Carlsberg z muzeum i historią piwa oraz potężnymi zbiorami butelek i puszek piw z różnych krajów i lat - zauważyłem także taką ze swastyka jeszcze. Oczywiście to świetna okazja do degustacji czegoś lepszego ich produkcji niż oficjalnie serwowany sikacz w zielonej butelce. Zachwyca również widok na Oresund, całość widać dobrze z samolotu - kilka lat temu pisałem na blogu, że chciałbym zobaczyć to połączenie pomiędzy Danią i Szwecją, udało sie :)

O wypadzie długo by pisać. Był bardzo owocny w spostrzeżenia dotyczące sposobu bycia, życia, cen, komunikacji i mentalności Duńczyków - dobrze korygować spostrzeżenia i wyczytane wcześniej informacje z kimś kto tam już pomieszkał. Kopenhaga wydaje sie dobrym miejscem do życia z wielu powodów, nawet bez znajomości języka bo angielski zazwyczaj wystarcza. Zawsze jednak człowiek będzie obcy w tym mieście co obrazowo pokazuje badanie na temat gościnności Duńczyków... Sami postrzegają się jako bardzo gościnni, wielkie WELCOME na wycieraczce, faktycznie wcale tak nie jest i obrazek ich gościnności to raczej rozmowa przez lekko uchylone drzwi.

Tylko syrenka jakoś pozostała nieczuła na moje zaloty, może trzeba bylo ją za pierś łapać, a nie za łokieć? Weekend był baaardzo udany i chciałbym go powtórzyć...




Paradoks powierzchownosci

1 komentarz

Zaczalem zwracac baczniejsza uwage na paradoksy. Ostatnio pisalem na powaznie o przestrzeganiu zasad. Wczoraj wysmiewalem sie z paradoksu butelkowego o czym za chwile, a dzisiaj przypomnialem sobie przemyslenia na temat powierzchownosci.

Paradoks butelkowy jest prosty, piwo pije z gwinta poniewaz z kufla idzie zbyt szybko, mniejsza srednica pomaga w wolniejszym piciu. Paradoksalnie uzywajac slomki picie idzie mi szybciej :)

Paradoks wlasciwy czyli powierzchownosci jest bardzo zwiezly aczkolwiek tresciwy: im wiecej pokazujesz tym wiecej mozesz ukryc, tym latwiej odbiorcy przegapic istotne rzeczy lub do nich nie dotrzec. Zrozumialem to kiedys zapytany o mojego bloga i tak samo jest na codzien z naszym zachowaniem, odbiorem nas przez innych. W tym miejscu usmiecham sie szeroko do czasow Premiera Marcinkiewicza, ktory doskonale to rozumial, jego sztab co rano atakowal agencje materialem... Podobne chwyty spotykamy na codzien zalewani rozna papka np. opisami produktow czy to spozywczych czy technologii. Z drogiej strony swiadomosc tego bardzo pomaga aby kiedy trzeba zminimalizowac przekaz - w pracy codziennej dla mnie to np. opracowanie jedno lub dwu stronicowca z oferta... ale to juz inna historia.

W butelce mozna zatem odnalesc drugie dno, choc nie zawsze. Mozna sie naciac i rozczarowac ale takze pozytywnie zaskoczyc. Czy tak rowniez jest z tym wpisem? Kto wie, zalezy dla kogo :) Co ciekawe slowo paradoks kojarzy mi sie rowniez ze slowkiem stereotyp... dlaczego? Wpis z pedzacego pociagu relacji Gizycko - Krakow gdzies 1h przed przesiadka w Bialymstoku. Relacja z Mazur i zalegly wpis o wypadzie do Kopenhagi tuz tuz!




"Plan Gry" - Zbigniew Brzeziński

2 komentarze

Jest taka ciekawa książka Zbigniewa Brzezińskiego pod tytułem "Plan Gry". Wydana w 1987r. Opisuje on w niej konflikt pomiędzy USA i ZSRR z perspektywy historycznie ocierających się mocarstw i analizuje ich ruchy geostrategiczne. Jest tam jedno ciekawe zdanie które na długo zapadło mi w pamięci:

"Amerykanie uznają różnice za rzecz normalną, Rosjanie - za symptom konfliktu".

Przypomniało mi się dzisiaj w trakcie jakiejś bzdurnej wymiany zdań na GoldenLine, abstrahując od mocarstw, które są przypisane w cytacie do konkretnej postawy zdecydowanie wybieram tą pierwszą. Coś więcej o książce? Uzupełnię wpis jutro, teraz do pracy.




Drezno, Wielkopolska, Cardiff

3 komentarze

Ostatnio działo się sporo, a na dodatek trochę pozwiedzałem. Prawie tydzień w Niemczech w Dreźnie na targach superkomputerowych, różne eskapady weekendowe po Polsce z ekipą GoldenLine, a teraz ostatnio wypad w odwiedziny do Maciupa do Cardiff w Walii. Zostało po tym trochę nowych znajomości, mocnych wspaniałych wspomnień i zdjęć. Cholernie dobrze spędzony czas.

W Dreźnie byłem głównie na International Supercomputing Event, jednym z ciekawszych wydarzeń w niszy HPC. Sporo nowego staffu, wreszcie poznałem ludzi z którymi od dłuższego czasu pracowałem zdalnie przez email/telefon, niestety przypadkiem wykasowałem zdjęcie w bolidzie formuły 1, których jak zwykle nie mogło tam zabraknąć :) Drezno? Uwielbiam to miasto, byłem tam drugi raz i jak zwykle wygospodarowałem trochę czasu aby pozwiedzać. Lubie to miejsce szczególnie nocą, jest takie przestronne, ciche, spokojne i ma swoją własną dzielnicę w której rodzi się niemiecka bohema, tak bardzo podobne do krakowskiego Kazimierza sprzed kilku lat. No i jedynie 5h jazdy autem z Krakowa.

kolaż grafikaWielkopolskę odwiedziłem w niefortunnych okolicznościach ale co było robić skoro służba nie drużba i musiałem tam jechać. Udało się zaliczyć dwa turnieje plażówki, żeglowanie, wieczorne imprezki, nurkowanie, dwie noce pod gwiazdami i w ogóle było genialnie. Nigdy nie byłem świadomy tego, że mają tam takie zaj*&#$ i czyściutkie jeziora, klasa czystości 1 nawet, rybki aż miło. No i bardzo dobre piwko lokalne którego nazwy już nie pamiętam. Chłopaki, Jarecki, Karlos i Marek dali radę :) oby częściej.

kolaż graficzny cardiffCardiff zwiedziłem z Maciupem, pomimo tego, że jest to dość duże miasto będące stolicą Walii zupełnie tego nie czuć. Cały czas miałem wrażenie znajdowania się na tzw 'countryside'. Niska zabudowa, domki rodzinne, prawie zupełny brak wieżowców poza Cardiff Bay. Mnóstwo zieleni i ogrooomne wypasione parki, których im zazdroszczę. I po raz kolejny uzmysłowiłem sobie, że choćby nie wiadomo jak inaczej od angielskiego oxfordzkiego mówili to ciągle jednak non stop używają tego 'please' i jest to cholernie oczekiwane. Jakoś nigdy nie mogę się przestawić na przesładzanie konwersacji, człek uczy się całe życie. Wróciłem także bogatszy o trochę obserwacji zwyczajów brytyjskich, a także polaków tam pracujących - ale to już inna historia...




Czy zawsze trzymać się zasad?

5 komentarzy

Zasady mają cel, mądrość polega na tym aby postępująć wg. nich nie spieprzyć tego co chcemy osiągnąć.

Dopadły mnie ciekawe przemyślenia pod wpływem sytuacji zastanej w jednej z organizacji w której się udzielałem. Wniosek był porażający, ludzie trzymając się zasad zapominają o ich celu, o ich zadaniu. Zasady nie są po to aby ich przestrzegać, oczywiście nie są także po to aby je łamać, są po to aby osiągnąć dzięki nim określony cel, czy to prężny rozwój organizacji, czy porządek, czy sprawiedliwość... paradoks polega na tym, że postępując wg. nich czase może wyjść totalnie odwrotnie :)

ps. potem poprawie ten wpis, teraz do pracy..


5 lat joggerowania

10 komentarzy
To już pięć lat joggerowania. Jestem tutaj od 18.05.2003. Popełnionych 959 wpisów, otrzymanych 5780 komentarzy. Blog średniak, ale lubię go ;) w końcu jest mój. Z wiekiem pisze się inaczej, o innych sprawach, rzadziej, ale jednak wciąż i nie zamierzam tego zmieniać.


powrót w Tatry

4 komentarze
tatry olaf goldenline kolaż

Jak się okazało taterki w maju jak co roku i tym razem obfitowały w śnieg. Piesza wycieczka na Kasprowy była dość przyjemna pomimo tego, że miałem jeszcze kacyka po sobotnich urodzinach Jarka i trzeba było wybijać sobie stopnie w zmarzniętym śniegu. Na całe szczęście pierwszy szedł Krzysiek i po jego śladach było na spokojnie.

Na Kasprowym jak zwykle zimno, bez rękawiczek i czapeczki się nie obyło, wiało jak cholera... ale widoczki przepiękne. Zupka licha, ale uzupełniona własnymi zasobami (w tym krupniczek) postawiła na nogi i sprawiła, że zapomniałem o resztkach po imprezowego kaca. Ekipa dopisała, 6 osób ruszyło w dalszą drogę po szczytach w kierunku Świnicy. Zrobiła się bardzo niefajna pogoda, ze strony słowackiej i Zakopca napływały ciężkie ciemne chmury nie wróżące nic dobrego dlatego z górki na pazurki po szlaku schodziliśmy do Murowańca. Złapał nas deszcz ze śniegiem ale na dole znowu zrobiło się przyjemnie i nawet przez chwilę udało się poopalać w Murowańcu.

Spokojny powrocik i lekkie zawieszenie z myślami po drodze, jedzonko w Zakopcu i dalej w drogę do Krakowa tak aby wieczorem być już pod prysznicem w domu :) Żyć nie umierać, ekipa dopisała, mam nadzieję na powtórkę niebawem.




prezentacja dla wrealu.info

8 komentarzy

Dzisiaj prowadziłem małą prezentację dla Witajce w realu. Poszło ponoć ok i ciekawie.

Ze slajdów nie można wyczytać treści bo służyły do prezentacji i nie były robione pod kątem wrzucenia online. Za tydzień będzie godzinne nagranie. Dobranoc na dziś.

ps. wrzuciłem przez google docs bo nie zawiera żadnych tajemnic ;) a tak było wygodnie pomimo tego, że trochę format przez to się rozjechał.




Synergia. Boisko & IT, praca w grupie.

9 komentarzy
W sobotę poszedłem grać w siatkę na AE. Ku mojemu zdziwieniu trafiłem na mecz II ligi siatkówki kobiecej, jak się okazało nasze granie zostało przesunięte na 90min później tylko nie dostałem informacji na czas. Za sprawą Pani Kapitan (nr.2) zwycięskiego zespołu Shell AE mecz stał się inspiracją do przemyśleń na temat synergii.  
Synergia - współpraca różnych czynników, której efekt jest większy niż suma ich oddzielnego działania.

Kluczowy element? Na rozpoczęciu meczu zauważyłem, że Kapitan zespołu AE rozpoczął na ławce. Rzuciło mi się to w oczy ponieważ osóbka ta w trakcie rozgrzewki była takim jasnym punkcikiem świecącym na boisku. Nie, nie zakochałem się :P Chodzi o tzw. charyzmę. Pierwszy set toczył się punkt za punkt, to jedna to druga strona wychodziła na prowadzenie, trener AE pieklił się straszliwie i widać było, że nie bardzo to dziewczynom pomagało. Przy kilkunastym punkcie zrobił zmianę i na boisko weszła Pani Kapitan. Pod jej wpływem zespół ruszył do walki, gra się poukładała, dziewczyna dobrze grała w boisku i na zagrywce, nie zdobywała efektownie punktów jak jej koleżanki. Ale to ona pociągnęła zespół.

Działanie. Po wygranym secie trener ściągnął ją z boiska "nie wprost" mówiąc do innej dziewczyny, że wchodzi z powrotem tak, żeby Kapitan to słyszała. Wydało mi się to strasznie nie profesjonalne i chamskie ale może przeoczyłem jakiś uśmiech lub mrugnięcie oka w stylu "dziękuje, dobra robota". Reakcją dziewczyny była kamienna twarz ale jestem pewny, że w środku coś się zakotłowało.

Sytuacja powtórzyła się dokładnie tak samo w secie drugim i trzecim choć muszę przyznać, że w secie trzecim AE gromiło rywalki i już myślałem, że moje rozmyślania o synergii spełzną na niczym kiedy rywalki z Armatury szybko zaczęły odrabiać straty. Tak, znowu weszła Pani Kapitan, znowu nie zdobywała punktów efektownie ale przy niej zespół grał, świetnie zagrywała, gra w boisku układała się, odciągała blok wchodząc na krótką piłkę. I tak to jest nie tylko na boisku. 
Najlepsze rezultaty można osiągnać nie przez dobór najlepszych elementów tylko przez dobór najlepiej pracujących ze sobą elementów.
(c) Olaf B. ;)

Synergia to codzienność, np. w branży IT gdzie zestaw kolejnych cudacznych technologii przekłada się na realne wartości i funkcje. Nic nie znaczący ciąg zer i jedynek w połączeniu ze sobą buduje potęgi tego świata. Synergia elementów, która daje niewyobrażalny pałer ale także i straty jeśli układ nie współgra dobrze sobą...

Synergia to ludzie, choć tak bardzo ciężko często to dostrzegać. Czy to na boisku jak w opisanym przypadku czy na co dzień w trakcie realizacji wspólnych celów w pracy czy szeroko rozumianej pracy w grupie. Czy z pozoru pusty element może być katalizatorem przyśpieszającym wszystko? Wierzę, że tak ale to już inna historia...

Edit: Stan rywalizacji 2:2, polecam również kolejne przemyślenia po meczu AE Shell z Armaturą pod tytułem: Zarządzanie zasobami vs Sztuka wojny.




Dla towarzyszów drogi.

Dodaj komentarz
Lata temu miałem przyjemność wsłuchiwać się w recytację poezji Karola Wojtyły w wykonaniu Gustawa Holoubka. Dzisiaj wylosował mi się przypadkiem utwór, który recytowałem kiedyś: Właściwa inwokacja czyli wołanie do człowieka, który stał się ciałem historii. Zapraszam do odsłuchania... o tutaj *klik*. Dobranoc na dziś, to był dobry ale masakratyczny dzień. 01. wlasciwa inwokacja czyli wolanie do czlowieka ktora stal sie cialem historii



Geos Informatica kontratakuje +prezentacja

10 komentarzy

Moja przygoda z branżą IT rozpoczęła się i trwa dzięki kilku wspaniałym ludziom, którzy bardzo wiele nauczyli mnie w trakcie różnych działań Koła Naukowego Geoinformatyki. 2 lata temu szczęśliwy zakończyłem prezesowanie i przekazałem pałeczkę w sztafecie.

W tym roku sprawy należy popchnąć. Jutro (wt. 18.03) Geos Informatica kontratakuje, reaktywacja/rekrutacja: s.133, A0, AGH, 20:00. Poprowadzę wykład i pierwsze w tym roku spotkanie. Gorąco polecam studentom interesującym się branżą IT.

Dałbym wiele aby zobaczyć kilka dawno nie widzianych twarzy na tym spotkaniu, niestety ludzie rozeszli się po świecie, a i termin dostałem dość nagle i nie dałem rady dać znać porządnie starej ekipie. Gdziekolwiek jesteście trzymam mocno kciuki!
plakat geos informatica

Edit po spotkaniu: zadowolony. Pomimo fatalnej daty przyszło 18 nowych osób. Miło było zajrzeć do A0 po dwóch latach przerwy. Schody, automat, sala 133 i wszystko. Szkoda, że nie płacą za organizację Kół Naukowych, byłoby to mistrzostwo świata dla mnie ;) Łukaszu i ekipo, trzymam kciuki, enjoy!




Lublin, Rzeszów, Kraków, Warszawa, Poznań, Wrocław, Szczecin, Kalisz, Łódź.

13 komentarzy

Ostatnio miałem okazję poodwiedzać kilka miast w Polsce. Większość z nich przypadła mi do gustu, część nie bardzo, jedno zawsze rodzi jakieś bardzo złe skojarzenia i ciarki mnie przechodzą kiedy do niego wjeżdżam. Od prawa do lewa:

Lublin, lubię to miejsce, nawet zajebiście. Wspaniałe wspomnienia jeszcze z czasów kiedy odwiedzialiśmy tam Stratega. Wciąż jest do kogo zajrzeć, a nawet pomijając ten fakt lubię centrum Lublina, jest się gdzie zaszyć na spokojnie, a nawet iść na imprezę. Do tego fantastyczny zalew na którym można nawet pożeglować. Wypas choć pod kątem zawodowym i rozwoju lekkie zadupie.

Rzeszów, czyli wspomnienia z tzw. dzieciństwa, a dokładniej okresu LO. Fajny ryneczek i dwie uliczki po których można się popałętać na krzyż. Podobnie jak w Lublinie moc pięknych kobiet. Ach ach! Kto nie wierzy zapraszam do siebie na podkarpacie. Panowie, żyć nie umierać, na dodatek potrafią gotować :P Rzeszow bardzo ładnie rozwija swoją infrastrukturę, całe centrum jest pokryte darmową siecią bezprzewodową (powinno być już z tego co wiem). Kilka ciekawych firm IT, coś naprawdę tam się powoli dzieje. No i ceny, da się żyć.

Kraków, bez komentarza :) Uwielbiam. Kocham, tylko te ceny mieszkań... a pfee. No i w większości knajp jest wifi, postuluję: akcja kawa na całą polskę... i z tego co wiem jest w trakcie...

Warszawka, jestem troszkę uprzedzony, wszędzie trzeba dojeżdżać i te dzienne cyrkulacje migracji ludności. Patrzę na to miejsce przez pryzmat wyścigu szczurów... a pfe. Poza tym kilka naprawdę wspaniałych ludzi zawsze będzie mi się z tym miastem kojarzyć. Powinienem częściej zaglądać.

Poznań, Wrocław, Szczecin. Bardzo dobrze odbieram te miasta. Rozsądek wskazywałby na prężnie rozwijający się i mądrze inwestujący Poznań ale jakoś bardziej przypadł mi do gustu Wrocław. Trzeba napisać sobie szczerze: przypomina mi troszeczkę Kraków :) Szczecinowi troszkę mam do zarzucenia, że początkowo trzeba się sporo nachodzić aby znaleść sobie miejsce. Tamtejsza starówka jakoś mnie nie przekonuje.

Ostatnio zwiedziłem także Kalisz :) Powaliła mnie zawrotnie niska cena kawalerki w centrym kilkaset metrów od Kaliszforni :) Miłe miejsce ale straszne zadupie :) Tak czy siak bardzo pozytywnie je odbieram. Aaa, a wiecie, że jest tam taka knajpa, browar w której widać jak piwo robią i można testować cztery rodzaje? :>

No i na końcu Łódź. Jężdżę tam autem i zawsze mam podobnie bardzo złe odczucia i wrażenia. Kilometrami rozwalone dziurawe drogi, sypiące się mury, porozbijane okna... dramat. I nagle człowiek wyjeżdża do innego świata... ulica Piotrkowska gdzie swoje siedziby mają banki i kilka innych gigantów oraz miejsca masowe typu multicentra. Statystyki mówią, że w Łodzi jest wyraźna dominacja K nad M. Ponoć faceta z Krakowa łatwo tam poznać na imprezie ponieważ sam proponuje drinka kobiecie, a lokalny trend wskazuje na odwrót :) Częstochowy ostatnio nie zwiedziłem, zaglądam tam zawsze przelotem, a wrażeni po pielgrzymkowych z czasów LO nie biorę pod uwagę.

Co dalej w kolejce? Płock, Toruń... Ropczyce, Miechów :) Może Żywiec? :> Tak czy siak powinienem zabrać się za robienie zdjęć i pilnować żeby spotkania służbowe w takich miejscach ustawiać na Pn albo Pią, żeby dzień dwa na spokojnie pozwiedzać przez weekend i poodwiedzać znajomych, a nie tak w biegu, szybko szybko tempo błysk.


Testermam ; Olaf ; Siatkówka Kraków ; Projekty domów oryginalnych ; Architekt Kraków