5 komentarzy

Dwóch facetów jedzie pociągiem. Rozmawiają o życiu, biznesie, kobietach, zmianach itdp.

- Agnieszka kazała mi się odchudzić...
- Kinia mi też...
- To co? Kawka i croisant? ;)

Croisant: coś a'la rogalik z francuskiego ciasta z nadzieniem czekoladowym




Słoneczko

9 komentarzy

Właśnie zawiesiłem się w pracy rzeźbiąc listę kontaktów. Wyjrzałem za okno... a tam... Słoneczko! Przypomniała mi się scenka rodzajowa: autem jadą Ona i On (para), a także Tato Onego. Tato odebrał ich z pociągu i prowadzi auto, On siedzi z przodu obok niego, Ona z tyłu. Dialog:

On: to nie zrobimy czegoś tam czegoś bo słoneczka nie ma.
Tato Onego: no jeszcze za zimno, to następnym razem.
Ona (po krótkiej chwili zawieszenia): jeeest. Sieeeedzi. Z tyyyłu.
Ona, On, Tata Onego razem: gromki brecht.




Wybory? Eh...

2 komentarze
status z gtalk

I znowu wybory, szranki, konkury, przepychanki. Coraz częściej miewam wątpliwości czy my jako naród potrafimy wykorzystać nasze własne ciężko wypracowane zasługi. Kampania kampanią - znowu dostaliśmy kilka perełek nad którymi można się pośmiać, najbardziej podobała mi się wpadka Jarka, który w ferworze walki zachęcił do głosowania na PO. Po za tym... chyba bez zmian. Zapach trawy i Zasady zobowiązują.

Zwróciłem uwagę na opis Kuby (screen obok). W przypadku gdy poseł zostanie wybrany do Euro Parlamentu w jego okręgu odbędą się chyba ponowne wybory aby uzupełnić lukę. Mam rację? Jeśli tak nie chcę wiedzieć jakiego rzędu będą to koszty. Brrr.

Na dodatek przeczytałem sobie wywiad Dlaczego Wy Polacy jesteście tacy naiwni?. Jeszcze się przegryzam z myślami. Tak czy siak nie zadziałał budująco. Eh... róbmy swoje! Nie dajmy się zwariować.




ale się dzieje!

3 komentarze

Ostatnio sypnęło się ważnymi/ciekawymi datami. Poczynając od wieczoru kawalerskiego Stratega 2 maja, przez weselisko z Karolinką w tą sobotę i wielką nowinę, że dziś o 15 przyszła na świat Zosia, córeczka Przemika i Kini. Do tego od pół roku znam Adżi i z rzeczy mniejszych znowu się postarzałem, a ten joggerek ma już 6 lat! RĘCE WIWAT! :)




Filmowo

5 komentarzy

Ostatnio obejrzałem kilka ciekawych filmów. Poniżej dwie rekomendacje i jedna negacja. Zacznijmy od Cafe de los maestros (2008, imdb). Film trochę z innej bajki, bardzo ograniczona fabuła sprowadzająca się do pokazywania miejsc, ludzi i bardzo dużej ilości ciepła pomiędzy nimi. W każdym elemencie jest wszechobecny jeden najważniejszy aktor: brzmienie tanga, muzyka. Boskie Buenos oczami mistrzów, a raczej ich muzyką jest wspaniałe. Film zdecydowanie nie dla każdego.

Kolejny który polecam to perełka francuskiej komedii. Gwarantowane agonalne płynące z przepony salwy śmiechu: Jeszcze dalej niż Północ (2008, imdb). Film o zderzeniu ze stereotypami i życiu, które bywa zaskakujące oraz pełne paradoksów. Bounsua bilute, hE?. Grają go w tygodniu w Kinie Mikro.

Na koniec film, który totalnie nie przypadł mi do gustu, obejrzałem go w końcu, sami wiecie, rozmowy znajomych, mega obsada gwiazdroska, super wyrywki, plakaty itdp... a tu kicha. Film zrealizowany genialnie, tylko zawartość mierna. Tak tak, Sin City (2005, imdb). Lubię czasem obejrzeć jatkę, ale ten film pomimo zwrotom akcji jest dla mnie blee.

Dopisek: polecam również film "Once" (2008, imdb). Codzienno niecodzienna opowieść o ludziach, którzy spotkali się na rozstaju swoich dróg życiowych. Piękna porywająca muzyka, która jest główną treścią filmu. Do tego zaskakujące zakończenie z którym nie do końca mogę się pogodzić...




party IT w Krakowie

Dodaj komentarz
kolaż impreza folkowa gwarek
Zdjęcia by IT w Krakowie

Tydzień temu byłem na folkowym party IT w Krakowie. Stary dobry Gwarek na miasteczku AGH, prawie setka ludzi i niezwykła kapela Janusz Prusinowski Trio.

Było bardzo fajnie, ekipa dopisała, bardzo barwny i ciekawy miks świata IT z folkowym :) Prowadzący dobrze nakręcał ludzi od oberków po różne tańce mniej lub bardziej chodzone, kończąc na podobnych zabaw do Wiwata gdzie taka zabawa skończyła mi się na minucie porządnego kaszlu bo jeszcze ciut chory poszedłem.

WIWAT – to taniec wirowy na 2/4, niezmiernie żywy, przerywany kilkakrotnie chodzeniem tanecznym.

Folk często kojarzy się z discopolo granym w remizach albo jakimiś marnymi kawałkami intonowanymi kiepskim głosem. To zupełnie co innego, ciekawe miłe dla ucha i podrywające na parkiet brzmienie i rytm. Czasem także trans. Z czystym sumieniem polecam jeśli kiedyś jeszcze będzie, nawet jeśli ktoś myśli, że to nie dla niego :) Można znaleźć różne takie imprezy na stronie Folk w Krakowie.

ps.1 ostatnio rzadko piszę, jak już to raczej na wyższych poziomach o sprawach, których nie są do wystawiania na poczet publiczny ale kto wie? Może kiedyś uzbiera się tego w jakąś książkę albo wspominki ;)

ps.2 kryzys za pasem, różne wieści przynoszą znajomi, różnie się dzieje. Optymizmu i wiary - będzie dobrze, nie dajmy się zwariować i róbmy swoje - tak, napierać ogniem!




Noworocznie

13 komentarzy

Sylwester tym razem zaczal sie i zakonczyl w pedzacym pociagu (w ktorym pisze na komorce stad wpis bez pl literek). W mocno okrojonym skladzie bo tylko z Ciejkinsami udalismy sie do Gdanska. Perspektywa dlugich godzin niewygod w pelnym przedziale nie nastrajala zbyt dobrze...

Mowi sie, ze obraz jest jak tysiac slow, tym razem zatem we wpisie filmo/zdjecia i tylko hasla wylistowane pod nagraniem... Było kapitalnie, szczegolne mocne cieplutkie podziekowania dla Dusi dzieki, ktorej tak bardzo smutno było nam wracac.

Gdansk, gruby kot, morze, spacer, usmiech, kapitanat, slawny zeglarz Adam Weiss, kominek, tance, worek nie worek, tance, biesiada, zyczenia, wystrzelone race, szanty, noc na Telpherze i zwrot, kuchnia, szanty, biba laba, noworoczny rejs!, szaampaana!, kolejka, Gdynia, zdjecia nowozencow, klify, Sopot, koliba, plaza pirata, rum niewolnikow, wirtualny Gdansk, intensywne leniuchowanie, szampana!, uczty podniebienia, kalendarz, szampanowy mms, pkp... i wiele innych...




dokręcanie śruby

4 komentarze

Ostatnio przypomniała mi się pewna znana anegdota z Henrym Kissingerem, szefem dyplomacji za prezydentury Nixona i Forda w roli głównej. Otóż kiedy poproszony o przygotowanie raportu na temat polityki zagranicznej asystent dyplomaty dostarczył mu kilkustronicowy raport, Kissinger odesłał go szybko z notatką "Czy to wszystko na co Pana stać?".

Kilka dni potem asystent na biurku szefa położył drugą, dwa razy grubszą wersję raportu. Ponownie dostał raport z powrotem z taką samą notatką. Przekonany był, że pominął coś ważnego, więc po raz kolejny zasiadł do pracy, bardzo dokładnie przewertował materiały i przygotował jeszcze grubszy materiał. Tym razem postanowił go doręczyć osobiście.

Wręczając raport, powiedział, że to wszystko, co mógł zrobić, i nic więcej nie ma do dodania. - W takim razie będę musiał w końcu przeczytać ten raport - odparł Kissinger.




open-shelter.jogger.pl projekt

4 komentarze
Dzisiaj znowu chciałbym polecić inicjatywę znajomego :) Nie chodzi tutaj wszak o koneksje ale o bardzo ciekawy pomysł - Open Shalter: "Celem projektu Open Shelter jest opracowywanie w duchu Open Source projektu(ów) małych, ekologicznych, ekonomicznych, prefabrykowanych domków/habitatów." Enjoy!


agiletuning.pl podcast

2 komentarze
Ruszył Agile Tuning PL podcast. Chłopaki dopiero zaczynają ale słucha się całkiem ok. Jak ich znam będą coraz lepsi z odcinka na odcinek. Czekam na jakiś meksykański motyw przewodni w tle grany przez Krzyśka i entuzjastyczny głos Kuby wprowadzającego w kolejne nagranie, powodzenia!


juggling

5 komentarzy

Od ponad pół roku bawię się piłeczkami. Wiele razy przymierzałem się do tego aby napisać o żonglowaniu ale po drodze kilka razu ktoś mnie ubiegł. Polecam i odsyłam do innego wpisu na ten temat - feanor.jogger - żonglerka.

ps. co ciekawe żonglowanie może przydać się do różnych rzeczy, dzisiaj bardzo zaskoczyłem sam siebie dość niekonwencjonalnym wykorzystaniem... ale o tym na razie ciii bo to inna historia...




Mazury 2008

13 komentarzy

Dzień 1, Piątek, Kraków - Giżycko. Pociągowe szaleństwo ze śpiewem, wiśniówką i cichymi sztuczkami Stratega w tle - tak tak, w tym roku było ich więcej :D Jedziemy finalnie aż na cztery łajby.

podroz na mazury kolaz

Dzień 2, Sobota, Giżycko - Węgorzewo. W odróżnieniu od reszty zostajemy w Giżycku i plażujemy: pływanko opalanko, siatkówka, rybki. Wcześniej ohydne żarcie i wc u Kowala. Idziemy z Rafałem po trampki i wracamy z gitarą (kupioną po oooostrych negocjacjach) :P Senny autobus do Węgorzewa, odbiór łajby, biedronkowe zakupy i jazda koszykiem. Sprytne parkowanie koszyka :) Zabawa w Tawernie. Rafałek strasznie chrapie i dusi się we śnie.

podroz na mazury kolaz

Dzień 3, Niedziela, Węgorzewo - j. Niegocin (za Wilkasami). Wachta żywieniowa: Ciejkins, pokładowa: Strateg i Karolina. Koszmarne fa pa Stratega - do Neptuna piwem? Docieranie i edukacja Ciejkinsa. Rekord padł: dwie godziny bez palenia. Smętne ognisko wymęczonych załóg AASikorka, Kuchnia Sw. Stanisława (ahoy skipper Klima), Agis (ahoy skipper Kuba) i Double Baj (2x siostry Baj i BajBaj bo potem już nie pływali z nami). Rafałowi znowu śni sie boa dusiciel.

podroz na mazury kolaz

Dzień 4, Poniedziałek, j. Niegocin - Giżycko - j.Kotek (Zielony Gaj). Rano wracamy do Giżycka po Anie i Cerka (Grześ został zwerbowany w środę czyli dwa dni przed wyjazdem). Niespodziewanie dołącza do nas sarenka! Wachta żywieniowa: Dobrawa, Cerek, Olaf. Pierwsze przechyły w pełnym składzie. Bitwa w kanałach (bandera uratowana, strat w ludziach zero, u wroga poszkodowane udo Kuby i mokry pokład, u nas miednica za burtą). Porządna burza przed która chowamy się w Zielonym Gaju: siatkóweczka, piwka w tawernie itpd. Przeciera się i nareszcie noc pod gołym niebem :) Sarenka dojrzewa w marynacie przyprawowej. Boa dusiciel strikes back!

podroz na mazury kolaz

Dzień 5, Wtorek, Zielony Gaj - j. Bełdany. Wachta żywieniowa: Państwo Machnikowie, pokładowa: Ciejkowie. Złe warunki pogodowe, wiatr prosto w pysk, mało miejsca do halsowania, kręci. Kapitan pół miecza w piachu. Telefon do Ani - dostała pracę w Łodzi, Rafał aż puchnie z dumy że będzie się tam mógł przeprowadzić :P Krótka wizyta w Mikołajkach, aaaa gofry gofry gofry... Refujemy żagle i zatrzymujemy się na dziko bo warunki są ciężkie do pływania wiele godzin. Ognisko z rumem i drinkiem absyntowym 110% w tle. Spacerki Grzegorza i Karoliny. Pomór wśród załóg, noce pod gwiazdami, niewyspany Cerek bo to Asia da zasnąć. Sarenka zalana winkiem. Rafał nie chrapie? Nieeee po prostu spie pod gwiazdami :)

podroz na mazury kolaz

podroz na mazury kolazDzień 6, Środa, j. Bełdany - Mikołajki. Poranne grzybobranie Olafa i Stratega: Grzyb! Nieeee kupa... Odwiedziny koników - jeden ogier dobiera się zębami do piersi Asi, to obszar hodowli konika polskiego. Wachta żywieniowa: Dobrawa, Cerek, Olaf. Zła pogoda i deszcz na Śniardwach, sztormiaki włóż i mokre dupy Stratega i Olafa, zimnoooo. Problem Ciejkinsa z łokciami. Wreszcie pałaszujemy Sarenkę, była MEGA! Tajemnicze porwanie krupniku i mleka... Mikołajki i porwanie Dobrawy. Rewanżowe porwanie Asi ;) Jemy węgorza. Piwka i szanty, tańce przytulańce nowej parki :P Olaf śpi pierwszy raz na dziobie. Rafał chrapie ciszej!

podroz na mazury kolaz

Dzień 7, Czwartek (tradycyjnie dzień kryzysowy), Mikołajki - j. Kisajno (na poligonie wojskowym po drugiej stronie od rezerwatu). Wachta żywieniowa: Ciejkowie, pokładowa: Cerek i Olaf. Piękny poranek, wypłyniecie po czym okazało się, że Zając ma problemy z noga i Agis (z porwana Kasią) musi stać w Mikołajkach szukając lekarza. Krótkie spięcie, w te i we wte, zamot Stratega, atak os i rozwiązanie bojem wodnym :P Osa dziabnęła Anie. Pływanie z dwoma małżeństwami jest meczące dzisiaj, irytuje tez kiedy ktoś nie potrafi złapać podstawowych rzeczy ciągle powtarzanych codziennie przez te kilka dni. Postój z Agis i Kuchnią Św. Stanisława na j. Szymoneckim (Jędzel): skakanie do wody na główkę, pływanko itpd. Wymiana zwrotna Asi na Dobrawę. Przeprawa rzutem na taśmę przez most obrotowy w Giżycku. Overholung w kanałach i znowu rybki. Żółwikiem po nocy czyli przepiękny zachód słońca. Cumowanie na poligonie wojskowym za Giżyckiem i śpiewy na łajbie AASikorka.

podroz na mazury kolaz

Dzień 8, Piątek, j. Kisajno - j. Mamry (miejscowość Mamerki). Planowe bardzo późne wstawanie. Moja pobudka krupnikiem z Kubą. Na luzaczka do południa. Rafała dziabnęła osa, na pewno wieeeeeeksza osa niż Anie... :) Przypadkiem okazuje się, że Zając też robi w gridach (w cyfronecie) i ze jego dziewczyną jest znajoma z ITwK. Wachta żywieniowa: Machnikowie, pokładowa: Cerek i Olaf. Kasia pływa dzisiaj z ekipą Klimy - ciekawe czy spelni się proroctwo Stratega. Zachmurzenie bardzo duże, zero słoneczka, wiatr bardzo słaby. Pada, kapitańska dupa znowu zmokła. Cumujemy w Mamerkach przy wejściu do Kanału Mazurskiego. W przerwie między deszczem zwiedzamy bunkry poniemieckie, cały ogrom ponad 30 instalacji. Potem alkoholizacja, pogaduchy na rożnych łajbach i piękna burza z piorunami. Strateg rzucił sie do wody na pomoc z przycumowaniem czyjejś łódki, pech że z telefonem komórkowym w kieszeni... Trójkącik na rufie... Wschód słońca i zagadkowy ruch naszej łajby.. :P

podroz na mazury kolaz

Dzień 9, Sobota, j. Mamry - Węgorzewo - Giżycko. Piękny cichy poranek i nagła zmiana na zimny porywisty wiatr. Wachta żywieniowa: Cerek, Dobrawa, Olaf. Atak os i dzielna walka Rafała. Węgorzewo, klar, prysznicki, jedzenie Krata Pirata, meczyk Pol-Bra, Giżycko, pkp, żurawinowa, Krakow.

podroz na mazury kolaz


Weekend w Kopenhadze

2 komentarze

Ostatnimi czasy udało mi się weekendowo pozwiedzać Kopenhagę i sama Danie włącznie z pięknymi klifami wyspy Mon. Podróż na lotnisko Okęcie, lot, dojazdy metrem i kolejka miałem z pewnymi przygodami ale w miarę sprawnie udało się dotrzeć do celu i w końcu odnaleźć Paulinke u której się zatrzymałem (Ręce Wiwat!, menge tak).

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to permanentny zakaz palenia w miejscach publicznych i wydzielone kabiny dla palaczy. Drugie to spożywanie alkoholu gdzie popadnie i jak popadnie co jest totalnie dozwolone nawet w komunikacji miejskiej :P Dalej oczywiście rowery, wszędobylskie nie tylko w centrum Kopenhagi ale także w dzielnicach mieszkalnych. Bardzo pozytywne wrażenie z ogromu ścieżek rowerowych jakie tam maja, no i co tu ukrywać urody duńskich dziewcząt :)

Wyspa Mon zachwyca przepięknymi klifami z ciepłą akurat wtedy czysta woda. Niestety nie udało nam się znaleźć kurhanów ale pozwiedzaliśmy troszkę posiadłości zabytkowych. Nie udało sie obejrzeć żadnego z kościółków po drodze, wszystkie pozamykane na cztery spusty.

Gwar popularnej 'kreski' przypomina ten z rynku w Krakowie pomijając fakt, że kreska jest naprawdę dłuuugim deptaczkiem. Styl imprezowania 'dunoli' to głownie wygłupy pod wpływem alkoholu i spędzanie czasu przybarowo, widać to bardzo zaglądając dla porównania na imprezy innych nacji i ich mieszanek.

Poza bardziej historycznymi miejscami polecam do zwiedzenia browar Carlsberg z muzeum i historią piwa oraz potężnymi zbiorami butelek i puszek piw z różnych krajów i lat - zauważyłem także taką ze swastyka jeszcze. Oczywiście to świetna okazja do degustacji czegoś lepszego ich produkcji niż oficjalnie serwowany sikacz w zielonej butelce. Zachwyca również widok na Oresund, całość widać dobrze z samolotu - kilka lat temu pisałem na blogu, że chciałbym zobaczyć to połączenie pomiędzy Danią i Szwecją, udało sie :)

O wypadzie długo by pisać. Był bardzo owocny w spostrzeżenia dotyczące sposobu bycia, życia, cen, komunikacji i mentalności Duńczyków - dobrze korygować spostrzeżenia i wyczytane wcześniej informacje z kimś kto tam już pomieszkał. Kopenhaga wydaje sie dobrym miejscem do życia z wielu powodów, nawet bez znajomości języka bo angielski zazwyczaj wystarcza. Zawsze jednak człowiek będzie obcy w tym mieście co obrazowo pokazuje badanie na temat gościnności Duńczyków... Sami postrzegają się jako bardzo gościnni, wielkie WELCOME na wycieraczce, faktycznie wcale tak nie jest i obrazek ich gościnności to raczej rozmowa przez lekko uchylone drzwi.

Tylko syrenka jakoś pozostała nieczuła na moje zaloty, może trzeba bylo ją za pierś łapać, a nie za łokieć? Weekend był baaardzo udany i chciałbym go powtórzyć...




Paradoks powierzchownosci

1 komentarz

Zaczalem zwracac baczniejsza uwage na paradoksy. Ostatnio pisalem na powaznie o przestrzeganiu zasad. Wczoraj wysmiewalem sie z paradoksu butelkowego o czym za chwile, a dzisiaj przypomnialem sobie przemyslenia na temat powierzchownosci.

Paradoks butelkowy jest prosty, piwo pije z gwinta poniewaz z kufla idzie zbyt szybko, mniejsza srednica pomaga w wolniejszym piciu. Paradoksalnie uzywajac slomki picie idzie mi szybciej :)

Paradoks wlasciwy czyli powierzchownosci jest bardzo zwiezly aczkolwiek tresciwy: im wiecej pokazujesz tym wiecej mozesz ukryc, tym latwiej odbiorcy przegapic istotne rzeczy lub do nich nie dotrzec. Zrozumialem to kiedys zapytany o mojego bloga i tak samo jest na codzien z naszym zachowaniem, odbiorem nas przez innych. W tym miejscu usmiecham sie szeroko do czasow Premiera Marcinkiewicza, ktory doskonale to rozumial, jego sztab co rano atakowal agencje materialem... Podobne chwyty spotykamy na codzien zalewani rozna papka np. opisami produktow czy to spozywczych czy technologii. Z drogiej strony swiadomosc tego bardzo pomaga aby kiedy trzeba zminimalizowac przekaz - w pracy codziennej dla mnie to np. opracowanie jedno lub dwu stronicowca z oferta... ale to juz inna historia.

W butelce mozna zatem odnalesc drugie dno, choc nie zawsze. Mozna sie naciac i rozczarowac ale takze pozytywnie zaskoczyc. Czy tak rowniez jest z tym wpisem? Kto wie, zalezy dla kogo :) Co ciekawe slowo paradoks kojarzy mi sie rowniez ze slowkiem stereotyp... dlaczego? Wpis z pedzacego pociagu relacji Gizycko - Krakow gdzies 1h przed przesiadka w Bialymstoku. Relacja z Mazur i zalegly wpis o wypadzie do Kopenhagi tuz tuz!




"Plan Gry" - Zbigniew Brzeziński

2 komentarze

Jest taka ciekawa książka Zbigniewa Brzezińskiego pod tytułem "Plan Gry". Wydana w 1987r. Opisuje on w niej konflikt pomiędzy USA i ZSRR z perspektywy historycznie ocierających się mocarstw i analizuje ich ruchy geostrategiczne. Jest tam jedno ciekawe zdanie które na długo zapadło mi w pamięci:

"Amerykanie uznają różnice za rzecz normalną, Rosjanie - za symptom konfliktu".

Przypomniało mi się dzisiaj w trakcie jakiejś bzdurnej wymiany zdań na GoldenLine, abstrahując od mocarstw, które są przypisane w cytacie do konkretnej postawy zdecydowanie wybieram tą pierwszą. Coś więcej o książce? Uzupełnię wpis jutro, teraz do pracy.




Drezno, Wielkopolska, Cardiff

3 komentarze

Ostatnio działo się sporo, a na dodatek trochę pozwiedzałem. Prawie tydzień w Niemczech w Dreźnie na targach superkomputerowych, różne eskapady weekendowe po Polsce z ekipą GoldenLine, a teraz ostatnio wypad w odwiedziny do Maciupa do Cardiff w Walii. Zostało po tym trochę nowych znajomości, mocnych wspaniałych wspomnień i zdjęć. Cholernie dobrze spędzony czas.

W Dreźnie byłem głównie na International Supercomputing Event, jednym z ciekawszych wydarzeń w niszy HPC. Sporo nowego staffu, wreszcie poznałem ludzi z którymi od dłuższego czasu pracowałem zdalnie przez email/telefon, niestety przypadkiem wykasowałem zdjęcie w bolidzie formuły 1, których jak zwykle nie mogło tam zabraknąć :) Drezno? Uwielbiam to miasto, byłem tam drugi raz i jak zwykle wygospodarowałem trochę czasu aby pozwiedzać. Lubie to miejsce szczególnie nocą, jest takie przestronne, ciche, spokojne i ma swoją własną dzielnicę w której rodzi się niemiecka bohema, tak bardzo podobne do krakowskiego Kazimierza sprzed kilku lat. No i jedynie 5h jazdy autem z Krakowa.

kolaż grafikaWielkopolskę odwiedziłem w niefortunnych okolicznościach ale co było robić skoro służba nie drużba i musiałem tam jechać. Udało się zaliczyć dwa turnieje plażówki, żeglowanie, wieczorne imprezki, nurkowanie, dwie noce pod gwiazdami i w ogóle było genialnie. Nigdy nie byłem świadomy tego, że mają tam takie zaj*&#$ i czyściutkie jeziora, klasa czystości 1 nawet, rybki aż miło. No i bardzo dobre piwko lokalne którego nazwy już nie pamiętam. Chłopaki, Jarecki, Karlos i Marek dali radę :) oby częściej.

kolaż graficzny cardiffCardiff zwiedziłem z Maciupem, pomimo tego, że jest to dość duże miasto będące stolicą Walii zupełnie tego nie czuć. Cały czas miałem wrażenie znajdowania się na tzw 'countryside'. Niska zabudowa, domki rodzinne, prawie zupełny brak wieżowców poza Cardiff Bay. Mnóstwo zieleni i ogrooomne wypasione parki, których im zazdroszczę. I po raz kolejny uzmysłowiłem sobie, że choćby nie wiadomo jak inaczej od angielskiego oxfordzkiego mówili to ciągle jednak non stop używają tego 'please' i jest to cholernie oczekiwane. Jakoś nigdy nie mogę się przestawić na przesładzanie konwersacji, człek uczy się całe życie. Wróciłem także bogatszy o trochę obserwacji zwyczajów brytyjskich, a także polaków tam pracujących - ale to już inna historia...




green computing

2 komentarze

InfoGaz podaje, że "Na Morzu Norweskim koncern gazowy StatoilHydro odkrył złoże gazu o zasobach ocenianych na 1-3 mld m3. ". Dobry news, tym bardziej, że odkrycia dokonano blisko innych. Technologia to wspaniała sprawa, pozwala na wyciśnięcie czego tylko się da. Mam jednak nadzieję, że nasza starość będzie jednak bardziej zielona.

Co ciekawe okazuje się, że największy pobór mocy na naszym ziemiątku zaczyna powoli mieć branża IT. Liczby są porażające. To dlatego potentaci rynkowi w działce sprzętowej uderzają teraz z green computing, czyli połączeniem zielonego sprzętu efektywniej wykorzystującego prąd z oprogramowaniem, które pozwala w maksymalnym stopniu z niego korzystać, podnieść jego stopień wykorzystania. Czy to przez technologie gridowe czy przez wirtualizację w sensie wirtualizacji obrazów systemów, abstrahując od tego, że dla mnie, czyli osoby która postrzega GRID w sensie, obliczeniowym (grid computing, cloud computing, hpc, itpd), danowym (rozproszone systemy plików albo bazy dany + cache), instrumentalnym (np. teleskopy, tomografy czy super mikroskopy wykorzystywane w metalowym industry) jest to tak naprawdę układanka technologii które tworzą takie systemy skalowalne.

Nawet w naszym polskim grajdołku firmy molochy nasi milusińscy potrafią mieć infrastrukturę tak rozpapraną, że część sprzętu nie wyrabia, a reszta nudzi się. 40% w sumie w stopniu wykorzystania to naprawdę bywa max! Kiedy przeliczmy sobie CAPEX i OPEX albo z innej strony TCO czy ROI robią się horrorki.

Dobranoc na dziś, długi, męczący i trudny dzień, na szczęście złapałem chwilę oddechu i doszedłem do siebie na siatkówce...




Czy zawsze trzymać się zasad?

5 komentarzy

Zasady mają cel, mądrość polega na tym aby postępująć wg. nich nie spieprzyć tego co chcemy osiągnąć.

Dopadły mnie ciekawe przemyślenia pod wpływem sytuacji zastanej w jednej z organizacji w której się udzielałem. Wniosek był porażający, ludzie trzymając się zasad zapominają o ich celu, o ich zadaniu. Zasady nie są po to aby ich przestrzegać, oczywiście nie są także po to aby je łamać, są po to aby osiągnąć dzięki nim określony cel, czy to prężny rozwój organizacji, czy porządek, czy sprawiedliwość... paradoks polega na tym, że postępując wg. nich czase może wyjść totalnie odwrotnie :)

ps. potem poprawie ten wpis, teraz do pracy..


5 lat joggerowania

10 komentarzy
To już pięć lat joggerowania. Jestem tutaj od 18.05.2003. Popełnionych 959 wpisów, otrzymanych 5780 komentarzy. Blog średniak, ale lubię go ;) w końcu jest mój. Z wiekiem pisze się inaczej, o innych sprawach, rzadziej, ale jednak wciąż i nie zamierzam tego zmieniać.


powrót w Tatry

4 komentarze
tatry olaf goldenline kolaż

Jak się okazało taterki w maju jak co roku i tym razem obfitowały w śnieg. Piesza wycieczka na Kasprowy była dość przyjemna pomimo tego, że miałem jeszcze kacyka po sobotnich urodzinach Jarka i trzeba było wybijać sobie stopnie w zmarzniętym śniegu. Na całe szczęście pierwszy szedł Krzysiek i po jego śladach było na spokojnie.

Na Kasprowym jak zwykle zimno, bez rękawiczek i czapeczki się nie obyło, wiało jak cholera... ale widoczki przepiękne. Zupka licha, ale uzupełniona własnymi zasobami (w tym krupniczek) postawiła na nogi i sprawiła, że zapomniałem o resztkach po imprezowego kaca. Ekipa dopisała, 6 osób ruszyło w dalszą drogę po szczytach w kierunku Świnicy. Zrobiła się bardzo niefajna pogoda, ze strony słowackiej i Zakopca napływały ciężkie ciemne chmury nie wróżące nic dobrego dlatego z górki na pazurki po szlaku schodziliśmy do Murowańca. Złapał nas deszcz ze śniegiem ale na dole znowu zrobiło się przyjemnie i nawet przez chwilę udało się poopalać w Murowańcu.

Spokojny powrocik i lekkie zawieszenie z myślami po drodze, jedzonko w Zakopcu i dalej w drogę do Krakowa tak aby wieczorem być już pod prysznicem w domu :) Żyć nie umierać, ekipa dopisała, mam nadzieję na powtórkę niebawem.


Becomo, Olaf na LinkedIn. Podziękowania dla Sparrow.